8.12.2010

Les Nereides.

Mikołaj wiedział co robi. W tym roku spod poduszki wydobywał się duszący, pieprzowo kadzidlany zapach. Na tej samej zasadzie według której Królewna Śnieżka miała usta czerwone jak krew i cerę białą jak śnieg, orientalne zapachy są wprost stworzone na zimowe wieczory. Ożywiają.

Żałuję że nie mogę spryskać tych zdjęć, że bezlitosna elektronika nie przewodzi bodźców zapachowych. Na szczęście zostaje muzyka:



KASHMIR



Les Nereides






7 komentarzy:

  1. mmm patrząc na te zdjęcia i tak ma się pewien przedsmak zapachu ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. pierwszy raz widzę taki zapach, to znaczy takie perfumy, ąż mam ochotę powąchać..

    OdpowiedzUsuń
  3. piękny blog ...zdjęcia ...pozwolisz że dodam do obserwowanych i zamieszczę odnośnik do Twojego bloga na moim ...

    pozdrawiam

    Anna

    OdpowiedzUsuń
  4. nigdy nie widziałam ich, ale z chęcią sprawdziłabym jak pachną :)

    OdpowiedzUsuń
  5. pytałaś o szminkę..to z Inglota nr.42 z tych w sztyfcie

    OdpowiedzUsuń
  6. flakon wygląda zachęcająco. ja uwielbiam zapach piżma..

    OdpowiedzUsuń