19.06.2014

Nomad, vagabond, call me what you will



















***

Kiedyś wydawało mi się że życie Włóczykija jest szczytem marzeń. Że przebywanie ciągle w tym samym otoczeniu jest toksyczne, zatruwa umysł i pozbawia radości życia, że szczęśliwy człowiek to taki, który goni za czymś rzadkim i ulotnym, którego cieszy wieczne poszukiwanie.

Największym szczęściem jest dla mnie teraz odnajdywanie radości w rutynie, codziennych rytuałach. Budowanie swojego świata, bezpiecznej przystani, i zapuszczanie korzeni w jednym konkretnym miejscu. Nie czuję się dzięki temu uboższa w przygody, raczej bogatsza w doświadczenia: cenię spokój i stałość. Niekoniecznie cieszy mnie za to samo posiadanie, bo coś jednak z Włóczykjowych mądrości we mnie zostało:

"Wszystko staje się trudne, kiedy się chce posiadać różne rzeczy, nosić je ze sobą i mieć je na własność. A ja tylko patrzę na nie, a odchodząc, staram się zachować je w pamięci. I w ten sposób unikam noszenia walizek, bo to wcale nie należy do przyjemności."
Tove Jansson, "Kometa nad Doliną Muminków"


***

12.05.2014

Awaiting miracle

















***

Czasami dni mijają szybko, wypełnione po brzegi konkretami, przyziemnymi rzeczami, pomiędzy którymi nie ma kompletnie miejsca na magię. Trzeba wtedy skoncentrować całą swoją energię żeby nie dać się w pełni pochłonąć szarości zalewającej nasz mały świat niczym nicość Krainę Fantazji w Niekończącej się Opowieści.

Dopiero żyjąc na walizkach i pomieszkując kątem to tu to tam zaczynamy w pełni doceniać możliwość posiadania swojego miejsca na ziemi, gdzie syreny nurkują w błękitnych ścianach łazienki nucąc czasem rzewne melodie na perłowych kostkach mozaiki, a w przytulnym salonie wróżki malują słońcem piękne koronkowe cienie na ciepłym różanym odcieniu ścian. Nie ma nic piękniejszego niż baśniowa odskocznia od codzienności.


***

23.04.2014

The Nebula
























***

Pajęczynowy baldachim rozprasza mgliste jeszcze światło poranka a magiczne amulety otaczają pokój zamkniętym szczelnie srebrzystym kokonem. Wydaje się, że niektóre rzeczy na świecie przychodzą nam tak łatwo, bo pojawiając się na naszej drodze trafiają w idealny moment; na niektóre trzeba czekać całe życie, bo kiedy już się dzieją nie zawsze jesteśmy na nie gotowi. Jedne łatwo wytłumaczyć, inne pozostają nierozwikłane: przeczucia ewoluują w zrozumienie tylko po to, żeby stać się później częścią nas.

Za każdym razem gdy mam na szyi Łzę Jednorożca, amulet od Ewy mam wrażenie że jest tam zamknięta cała galaktyka: myśli, uczuć, zdarzeń, w jego głębi migoczą tysiące westchnień i spełnień które stały się przeszłością, ale też takich które dopiero czekają na swoją kolej gdzieś na horyzoncie.

Najgłębiej na świecie wierzę, że wszystko co następuje dzieje się w jakimś celu. Wierzę w szczęście i balans, w równowagę. W to, że burza kończy się tęczą, i że przypadkowe decyzje i niezaplanowane zdarzenia mogą zaowocować czymś niesamowitym, czymś na wskroś dobrym.

I za każdym razem gdy o tym myślę ogarnia mnie to przemożne wrażenie że moje życie jest właśnie taką mgławicą, w której bez większego planu, w samym środku zamieci kosmicznego pyłu rodzą się najprawdziwsze gwiazdy.



***