
Dzisiejszy dzień sponsoruje duet naszyjnik-plecak. Wiszące u szyi dzieło to efekt wrodzonego podglądactwa. Inspiracja numer jeden i inspiracja numer dwa (chyba bardziej dosłowna) plus odrobina inwencji własnej w postaci frędzelka dały efekt z którego jestem bardzo zadowolona mimo iż nie jest idealny.
Plecaka nie nosiłam od gimnazjum, nie licząc kostki (o zgrozo) w liceum. Ten, filcowo-skórzany ze złotymi wykończeniami jest moim obecnym hitem, noszę go absolutnie do wszystkiego.
Płaszcz przywodzi na myśl skojarzenia z tkaninami z okresu art deco, a przynajmniej lubię tak o nim myśleć.
A już w sobotę wyprawa na Les Miserables do Romy!
Miłego weekendu:)

































